Odkrywam Białoruś. To sąsiedni kraj, a przecież tak mało o nim wiemy. ::: Za pośrednictwem tego bloga chcę przekazywać wam moje odkrycia. Zachęcam was do opowiedzenia tutaj waszych odkryć. ::: Odkryjmy razem Białoruś!
Blog > Komentarze do wpisu
Dzienniki Marcowe I
Zdecydowałam się na skopiowanie całości Dzienników Marcowych na moją stronę. Może będą dzięki temu łatwiejsze do znalezienia dla Polaków.

Jest to legendarny tekst, który krąży po białoruskim i rosyjskojęzycznym internecie. Pamiętnik Darii Kostenko, uczestniczki protestów w Mińsku. Tutaj wcześniej przytoczyłam jeden fragment: "Polonez Ogińskiego".

Tekst skopiowałam stąd. A tutaj jest strona Bułoczki, która, jeśli dobrze rozumiem, jest właśnie Darią Kostenko.



мартовские дневники - перевод на польский


19 marca

Obserwacja.

Dużo pisać nie będę, bo nie ma czasu. Siedziałam w komisji wyborczej, obserwowałam przez cały dzień. Wczoraj w spisach wyborców w moim obwodzie było 1925 osób. Dziś rano zrobiło się już 2122. Dzisiaj wieczorem, przed podliczeniem głosów, ich było 2251. Jak to możliwe, że obwód wyborczy „wyrósł” na 225 osób?

Komisja przypadła mi nie najgorsza, kłamać nie będę, pozwolili obserwować podliczanie głosów. Wzrok mam dobry, dlatego widziałam, jak rozkładali karty do głosowania na bliższym kraju stołu. Dwa razy „złapałam za rękę” człowieka, który położył kartę za Kazulina do paczki arkuszy za Łukaszenkę.

Wyniki przedterminowego głosowania i głosowania w dzień wyborów bardzo się różniły. Liczby pamiętam prawie wszystkie, bo kilka razy przeczytałam protokół (nawiasem mówiąc, podpisany – co się bardzo rzadko zdarza – przez przewodniczącego komisji).

W sumie, w wyniku głosowania w dzień wyborów, Milinkiewicz otrzymał 350 głosów, Łukaszenka – 540, Kazulin – 73. 107 kart go głosowania było „przeciw wszystkim” (na Białorusi i Ukrainie jest zaznaczona na karcie taka opcja - tłum.). 22 nieważnych.

A teraz porównajcie to z wynikami przedterminowego głosowania:
Milinkiewicz – 25 głosów, Łukaszenka – 355, Kazulin – 26. „Przeciw wszystkim” – 3 głosy.

NIE WIERZĘ, że wyniki mogą aż tak się różnić. Tym bardziej, że przed terminem głosowali nie tylko emeryci-łukaszyści. Największy procent przedterminowego głosowania dały akademiki – wiadomo dlaczego.

19 marca po obserwacji wyborów dostaliśmy się na mityng na Kastrycznickim placu pod sam koniec, o wpół do jedenastej. Jak powiedziała Asia, „znowu władza oszukała naród” – ani armatek wodnych, ani łańcuchów specnazu, ani gazów łzawiących. Ale wszystkie te rzeczy nie były potrzebne. Najskuteczniejsza broń dzisiejszej władzy – strach. I ona nim się po mistrzowsku posługuje. Naród był zastraszony na długo do 19-tego. Zastraszony oświadczeniami służb specjalnych o kolejnych „wykrytych” bazach dla szkolenia bojówek. Zastraszony idiotycznymi pogłoskami o gruzińskich terrorystach, którzy niby planują wysadzić w powietrze 4 szkoły w Mińsku. (i, poza tym, wsypać truciznę do wodociągów). Jednego mojego znajomego matka po prostu zamknęła w domu na klucz i nie puściła na mityng.

W sumie, było tam maksimum 10 tysięcy ludzi. Postali, postali, później przeszli do placu Zwycięstwa i stamtąd rozeszli się po domach.

Ale jutro ja pójdę tam znowu.


20-21 marca.
MAJDAN
CZĘŚĆ 1. POLONEZ AHIŃSKIEGO

Piszę te wiersze 22 marca o 0.48. W ciągu ostatnich dni spałam w sumie tylko 2 godziny. Półtorej godziny temu mnie wypuścili z milicyjnego posterunku. Do tej pory nie wiem, gdzie jest mój brat, który niósł jedzenie ludziom stojącym na placu.


Prawdopodobnie oni i teraz tam stoją – na Kastrycznickim placu, sczepieni w żywy łańcuch, na śmierć i życie wziąwszy się za ręce wokół małego namiotowego obozu, aby obronić go swoimi ciałami. Na Mińsk opuszcza się dziesięciostopniowy mróz. Pomoc nie przyjdzie, nikt nie przebije się przez „psów” i KGB-istów – tajniaków, którzy blokują wszystkie wejścia -wyjścia na plac. Nikomu nie uda się przenieść gorącej herbaty ani śpiwora. Ja to zrozumiałam kilka godzin temu na własnym przykładzie.

Wiele osób stoi już ponad 15 godzin. A niektórzy i ponad dobę. Jeszcze trochę i ich po prostu zacznie zabijać mróz. Kolejne „eleganckie zwycięstwo” reżimu. W ciągu tych dwóch dni stałam się niby starsza o dziesięć lat. Te dni przyniosły ze sobą wiele i na pewno zmieniły moje życie bardziej, niż mogłam to sobie wyobrazić. W te dni dowiedziałam się, co to znaczy Przestąpić przez strach, co znaczy Kochać i co znaczy Nienawidzić. I jak to jest, kiedy rujnuje się całe życie. Pewnych rzeczy, o których się dowiedziałam i odczułam, nigdy, NIGDY nie mogę zapomnieć. Nie niektórych nie mogę darować.

Ile bym nie żyła – będą mnie palić te wspomnienia. Pewnie były to najmocniejsze wrażenia mojego życia.

Niebo było granatowe, takie granatowe, takiego koloru ja nigdy nie widziałam. Kiedy będę umierać, postaram się wspomnieć to dziwne granatowe niebo nad Kastrycznicką płoszczą Mińska.

Wieczorem, 20 marca, zaczął się nasz białoruski Majdan. Już teraz na uczestników namiotowego miasteczka wylewają się rzeki kłamstwa. Mówią, że i zaplanowane było to wszystko już wcześniej, i wszyscy ci, co tam stoją - to zjarani, obkłuci, przepici oszołomi. I władza nawet podaje sumy, jakie nam niby zapłacili. Co mnie zasmuciło, podobną politykę stosuje nawet bardzo wiele rosyjskich mediów. Osobiście dla mnie to jak nóż, wbity w plecy przez człowieka, którego uważałeś za przyjaciela.

Będę tu pisać prawdę i tylko prawdę. Możecie uważać to za najbardziej wiarygodną informację. Byłam w szeregu pierwszej dziesiątki ludzi, którzy pod światłem kamer i aparatów fotograficznych zaczęli stawiać namioty. Tak wyszło. Teraz mi już i tak grozi więzienie, do tego na 15 dobach się nie skończy. Ale czym by się to nie skończyło, nie żałuję swojej decyzji.

Oto ono, niebo nad Kastrycznicką. Kiedy tam 20 marca zebrało się 10 tysięcy osób, było ono przejrzyście granatowe, pojawiały się na nim pierwsze światełka gwiazd. Alaksandr Milinkiewicz, stojąc na schodach pałacu związków zawodowych, krzyczał do mikrofonu o tym, że wybory były nielegalne, że na wyborców czynili presję, że odbywały się masowe fałszerstwa. Totem włączyli muzykę, i nad ogromnym placem popłynął, samotny i srogi, Polonez Ahińskiego. „Pożegnanie z Ojczyzną”. My podśpiewywaliśmy - cicho i uroczyście, tak jakby to był hymn.

Właśnie wtedy w środku mnie coś się złamało i poszło. Gardło zadławiło się płaczem. Odwróciwszy głowę, patrząc się przez mgłę łez w wysokie niebo, słuchałam słów, niby napisanych o nas.

Rostań na rostaniach krainy,
Ranić dumki šlach abrany,
Prahnie serca ŭ rodnyja miaściny
I radzimy wobraz ažywaje rastrywožanaju ranaj...
Znoŭ
Załunaje naš štandar,
Pałychnie ŭnačy pažar,
I pachodnaju truboj
Znoŭ pakliča nas z taboj na mužny boj maja kraina –
Kraj adziny,
Za jaho ŭ wyhnani
Šlach wiartannia,
Šlach zmahannia.

To była nie tylko pieśń – ona wołała do siebie i prosiła. I my jej nie zdradziliśmy. Po pieśni coś jeszcze mówili tam, na schodach. Ale główne wydarzenia odbyły się nie tam, a w samym tłumie narodu.

Póżniej ludzie niespodziewanie odeszli, wyzwalając miejsce, i na asfalt rzucili pierwsze namioty.

Wśród nich był i mój. Zaczęło go stawiać 5 osób. Nie zdążyłam tam podejść – z tłumu raptem wyskoczyli silni chłopcy z tłustymi twarzami bez wyrazu, w czarnych czapeczkach. Szalenie deptali namioty nogami, łamali stelaż, łapali i wynosili śpiwory i namioty, próbowali pobić tych, kto rozkładał. Działali złośliwie i dokładnie.

Coś udało się wychwycić z ich rąk, ale większość rzeczy oni zabrali. Na szczęście, to była tylko pierwsza partia. Później ludzie po prostu stali wokół nas jak ściana, mocno sczepili się za łokcie i nie wpuszczali do środka. Tych, kto próbował się przedrzeć, odpychali ramionami.

A prowokatorów, KGB-istów w cywilu było mnóstwo, strasznie dużo. Stali wokół. A niektórzy czepiali nasze znaczki „za swabodu” i próbowali po cichu wtopić się w krąg.

I właśnie za tą żywą ścianą – kręgiem – rozłożyliśmy swoje namioty. Dokładnie pamiętam moment, kiedy stałam w kręgu, wahałam się, czy pójść do środka, i zawołała mnie Swietka, moja przyjaciółka, jaka pracowała już tam.

Żadnych szczególnych emocji nie odczuwałam. Po prostu zrobiłam krok za stelaż, pomagając stawiać namiot. Na początku chowałam twarz za kaptur, dlatego że mnóstwo kamer wideo i aparatów fotograficznych wycelowano dokładnie nam w oczy. Później uznałam, że to taka połowiczna decyzja. Co tu się już zatrzymywać. I zdjęłam kaptur.

Postawiliśmy namioty, rozścieliliśmy turystyczne karimaty i siedliśmy na nich. I wtedy dopiero zaczęło mnie kłuć. Doszło do mnie wtedy, CO myśmy zrobili. I zrozumiałam, że całe moje poprzednie życie, co bardzo prawdopodobne, w ten właśnie moment odchodzi niby piaskiem przez palce. Do szczętu. I intelektualne gry, i klub dziecięcy, który był moją radością przez tyle lat. I stabilność materialna, i praca w naukowym czasopiśmie, i przyjaciele, i książki, i rodzice. I kochany Mińsk. I, być może, Białoruś... i być może wolność.

Próbowałam chować łzy pod kapturem, żeby nie zauważyli ich dziennikarze. Nieładny to widok, kiedy człowieka trzęsie i aż wykręca od płaczu.

Później się uspokoiłam: co zrobione, to zrobione. Nie ma już drogi wstecz. Właśnie, czy warto czytać w dzieciństwie takie dobre książki i słuchać takie dobre pieśni, żeby potem w życiu okazać się „do niczego”?

Pozostawało zrobić jeszcze tylko jedno, i ja to zrobiłam. Zadzwoniłam do osoby, którą kocham już dwa lata, i powiedziałam mu o tym. Dawno chciałam, ale w żaden sposób nie mogłam. A teraz już bać się nie ma czego.

[c.d.n.]

Daria Kostenko
Tłumaczenie z języka białoruskiego (Kuba Łoginow)


Więcej informacji:

wtorek, 04 kwietnia 2006, anuszka_ha3.agh.edu.pl

Polecane wpisy

  • Początek Dzienników Marcowych IV

    15 marca Drżę ze zmęczenia i przesilenia nerwowego. Zbierasię dzień po dniu. Do chłopaków w izbie przy Okrestina dziś niedojechałam. Tęgi plecak napchany różnym

  • Początek Dzienników Marcowych III

    4 marca Kiedyś w naszym mieście na spotkaniach z kandydatemŁukaszenką nikt nie myślał, by otaczać plac i rozbijać elektorat.Pamiętam, że wtedy pierwszy raz była

  • Początek Dzienników Marcowych II

    3 marca Wczoraj po raz drugi w życiu uczestniczyłam wmityngu politycznym. Było to spotkanie Aleksandra Milinkiewicza zwyborcami z Mińska. Niby pokojowa rzecz, a

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: