Odkrywam Białoruś. To sąsiedni kraj, a przecież tak mało o nim wiemy. ::: Za pośrednictwem tego bloga chcę przekazywać wam moje odkrycia. Zachęcam was do opowiedzenia tutaj waszych odkryć. ::: Odkryjmy razem Białoruś!
Zakładki:
Czytający, czytani, inne projekty
Słowniki języka białoruskiego
Nasza pomoc dla Białorusi
Raport
Ciekawe
Dzienniki Marcowe
Białoruska opozycja
Białoruska władza
Białoruskie fora
Białoruskie media
Blogi o Białorusi
O mnie
Podróż na Białoruś
Polecamy bramkę sms
niedziela, 22 maja 2011
Białoruska podróbka serialu "The Big Bang Theory"

Telewizja białoruska nakręciła serial komediowy "Теоретики" (Teoretycy), który jest podróbką amerykańskiego serialu "The Big Bang Theory". News stary, ale w polskim internecie o dziwo znalazłam tylko i wzmiankę. 

W skopiowanym serialu odwzorowane są (specyficznie! ;) ) nie tylko dialogi i scenografia, ale też wygląd aktorów. Z wyjątkiem Sheldona, którego białoruski odpowiednik jest blondynem i ma 48 lat.


Porównanie: "Big Bang Theory" vs. "Teoretiki" - Oglądaj na youtube

Oglądaj inne fragmenty "Teoretików"


Z rosyjskiej Wikipedii dowiadujemy się, że producent oryginalnego sitcomu, Chuck Lorre, umieścił na swojej stronie taki tekst, będący wyrazem bezsilności:

Belarus is a small, land-locked country next door to Russia, Ukraine, Latvia, Lithuania and Poland. According to Wikipedia, one of its major exports is cattle by-products. Which begs the question, what horrible shape are the cattle in, if all they're good for is felt hats and wallpaper paste?

But Belarus does have a bustling TV production industry. One of their most recent hits is a sitcom about four nerdy scientists who live next door to a beautiful blonde waitress. The characters are named Sheldon, Leo, Hovard, Raj and Natasha, and the show is entitled, The Theorists. 

Each episode begins with a rapid-fire montage of images which takes us from the dawn of time to the present moment. Keeping with that theme, the montage is scored with what is probably the worst piece of recorded pop music since the dawn of time. And finally, each episode appears to be a Russian translation of a Big Bang Theory episode.

When we brought this to the attention of the Warner Brothers legal department, we were told that it's next to impossible to sue for copyright infringement in Belarus because the TV production company that is ripping us off is owned and operated by the government of Belarus. Having no other recourse, I'm hoping that this vanity card will be read by the fine folks making The Theorists, and, wracked with guilt, they break down and send us some felt hats. The Kyrgyzstan version of Dharma & Greg already sent me some wallpaper paste.

Jednak białoruskie portale podały w lutym 2010 roku, że niektórzy aktorzy z białoruskiego serialu odmówili dalszej gry w pirackiej produkcji, a następnie, że kanał СТВ w ogóle zrezygnował z emisji serialu (naviny.by, charter97).

poniedziałek, 28 lutego 2011
Łukaszenka tradycyjnie wygrał sztafetę narciarską

Tak było w 2010:

A tak w 2011:

Sekret sukcesu Łukaszenki w sztafecie 4x2.5 km: W drużynie prezydenta na pierwszym etapie biegł mistrz Białorusi 2011 roku w sprincie Aleksandr Ionenkow, na drugim - mistrz olimpijski w biatlonie w 1984 roku Siergiej Bułygin, w trzecim - znana biatlonistka Ludmiła Anańko, a wreszcie na czwartym - Ojciec Narodu.

Proszę zwrócić uwagę na jego posturę sportsmena. I porównać jego tempo do tempa innych narciarzy.

poniedziałek, 16 marca 2009
Jak to jest z tym internetem na Białorusi?

Cuda, cudeńka!

  • Dane z 30 listopada 2007: do internetu ma dostęp 56.3% obywateli Białorusi. Jest to znacznie więcej niż w Polsce, która w tym samym czasie osiągnęła wynik zaledwie 29.6%.
  • Dane z 30 czerwca 2008: Statystyki wciąż rosną! Siedem miesięcy później do internetu ma dostęp 61.9% obywateli Białorusi!
  • Dane z 31 grudnia 2008: Zaledwie pół roku później w Polsce już 52% obywateli ma internet!? A tymczasem na Białorusi... dostęp obywateli do internetu zmniejszył się do 29%!

Kto tu prowadzi kreatywną statystykę, to ja nie wiem.

 

Tymczasem natomiast gazeta Salidarnaść podaje zestawienie cen internetu na Białorusi i w Europie.

  • Polska:
    Aster (przykładowo), 10 Mb download / 1 Mb upload
    167 zł = 128 000 rubli białoruskich (w promocjach pewnie może być taniej)
  • Białoruś:
    Biełtelekom (monopolista!), 1 Mb download / 0.5 Mb upload
    980 000 rubli białoruskich = 1278 zł

?????????

Tego już zupełnie nie rozumiem. Może chodzi o opłatę roczną? Wtedy na rok wypadałoby około 100 zł. Jak na jakość usługi - zaledwie 1 Mb - to i tak o wiele za dużo. Przypominam też o cenach i zarobkach na Białorusi, o wiele mniej korzystnych niż w Polsce.

P.S. Nie!!! To nie sen! Sprawdziłam - tam NAPRAWDĘ internet po ADSL 1 megabit kosztuje miesięcznie równowartość 1278 złotych!!!

Jest to jednocześnie najszybsza i najdroższa dostępna usługa!

Najtańsza usługa to 64 kb/s down, 32 kb/s up, tylko od 8.00 do 18.00 w dni robocze - 88 zł. Oraz 128 kb/s down, 32 kb/s up, tylko od 20.00 do 23.00 - 48 zł.

Sprawdźcie sami: Taryfa Biełtelekom.

I porównajcie: Niemcy właśnie wprowadzają usługę 50 Mb/s za równowartość 200 zł. Natomiast przez cały zeszły rok w Augsburgu korzystałam z zupełnie przeciętnej jak na Niemcy oferty internetu 6 Mb/s za równowartość 90 zł. Kosztowało to tyle co najtańsza białoruska taryfa, a było 100 razy szybsze!!! 

 

Tak dyktatura stosuje politykę utrzymywania społeczeństwa w analfabetyzmie technologicznym i odcięciu od informacji.

 

czwartek, 05 marca 2009
Białoruska telewizja w rocznicę śmierci Stalina

Dziś 56. rocznica śmierci Stalina. Oto program reżimowej telewizji Białoruskiej, wyemitowany rok temu z okazji rocznicy.

Z filmu wynika, że Stalin to nie despota i morderca, lecz bohater i humanista. Zaczyna się od stwierdzenia, że po śmierci Stalina wszyscy zadawali sobie pytanie: "Jak tu żyć dalej?". No dobrze, przyznano, że po jego śmierci wyszły z więzienia miliony ludzi. Ale: "W ciągu 55 lat stosunek do jego osoby zmieniał się kilka razy." Trwa mimo wszystko uznanie dla Stalina jako lidera i ojca narodu. Na koniec przemawia historyk Witalij Skałaban: "Ku osobie Stalina znów zwracają się wszyscy: zwraca się i społeczeństwo, zwraca się i nauka, nauka historyczna. Wszystko, co kiepskiego można było powiedzieć o Stalinie - chyba powiedziano. Chyba powiedziano. Przyszedł czas analizy."

Na Białorusi NAPRAWDĘ po dziś dzień czci się Stalina. Najzupełniej poważnie. To znaleźliśmy w muzeum II wojny światowej "Linia Stalina" pod Mińskiem (lato 2008):

Tak, świeżo postawiony pomnik Stalina. Ludzie składają pod nim kwiaty.

Leszek aż specjalnie zaczesał sobie grzywkę w drugą stronę.

środa, 22 sierpnia 2007
Zakazany teatr: 50 osób zatrzymanych
2serge podesłał mi linka do świeżej wiadomości:

Oddziały specjalne milicji urządziły obławę na "Wolny Teatr"
21:01, 22/08/2007

Funkcjonariusze pułku milicji do zadań specjalnych (dawny OMON) wdarli się do prywatnego domu w okolicach placu Bangolor w Mińsku, gdzie odbywało się premierowe przedstawienie białoruskiego "Wolnego Teatru" - sztuka Edwarda Bonda "11 koszul". Centrum prasowe Charter'79 zostało o tym powiadomione przez kierownika teatru Nikołaja Chalezina. Zatrzymano ponad 50 widzów spektaklu, w tym samego Nikołaja Chalezina, i jego żonę Natalię Koliadę, francuskiego reżysera Christiana Benedettiego, kierownictwo francuskiego teatru studyjnego i dwoje wykładowców jednej z holenderskich wyższych szkół teatralnych.

Obecnie milicja i OMON zaczynają wywozić ludzi samochodami na posterunek milicji - jakoby dla ustalenia tożsamości. Widzowie zostaną przypuszczalnie odwiezieni do komendy "Sowieckiej" w Mińsku.

"Autor sztuki Edward Bond decyduje się wystawiać ją tylko w nieformalnych miejscach dla widowni młodzieżowej. Sztuka opowiada o tym, jak przemoc unicestwia młodą indywidualność. Zrozumieliśmy, że teatr dziś jest oponentem władzy i sądząc po ilości funkcjonariuszy, którzy wdarli się na nasz spektakl, problemy z wolnością w państwie okażą się rozwiązane dopiero wtedy, gdy nasz teatr zostawią w spokoju" - powiedział Nikołaj Chalezin.

"Wolny teatr" jest niezależnym projektem teatralnym, który dziś wystawia swoje spektakle na prestiżowych scenach Europy, jest jednak zakazany w ojczystym kraju.

środa, 28 marca 2007
Student zwerbowany przez KGB - w reżimowej telewizji
Jak opisał Tygodnik Powszechny, Władysław Michajłow to student-opozycjonista zwerbowany przez białoruskie KGB. Przyjechał do Polski w ramach programu stypendialnego dla represjonowanych studentów i tutaj przyznał się publicznie do współpracy z tajną policją. Jednak po pewnym czasie, zapewne pod wpływem nękania przez białoruskich agentów, zmienił front - wrócił na Białoruś i wystąpił w reżimowej telewizyjnej propagandówce.

Przed przeczytaniem dalszego ciągu warto zapoznać się z historią Michajłowa:
  • Tygodnik Powszechny: Współpracowałem z KGB
  • Tygodnik Powszechny: Współpracowałem z KGB - ciąg dalszy

A oto "alternatywna wersja" historii Władysława Michajłowa, przedstawiona przez białoruską reżimową telewizję:



Powyższy film nie jest pełny. Całość nagrania (tam znajdują się najlepsze kawałki!) jest do ściągnięcia tutaj.

Niżej - moje tłumaczenie całości (przypisy w klamrach i pogrubienia są moje). Wspomniane najlepsze kawałki znajdują się pod koniec tekstu.

[Studio:] Jak obchodzą się z białoruską młodzieżą w Polsce i kto zbija na tym kapitał polityczny: Specjalne śledztwo - "Panorama".

Władysław tylko co wysiadł z pociągu. Wrócił do rodzinnego Homla z Warszawy, gdzie od zeszłe lato uczył się w ramach tak zwanego "Programu Kalinowskiego". O tym czasie młody człowiek wspomina z dreszczem. I są po temu bardzo ważne przyczyny.

Gdy Władysław miał 15 lat, z naiwności wstąpił do "Żubra". Rozklejał ulotki, rozdawał znaczki. Od 2004 - w Zjednoczonej Partii Obywatelskiej.

"Partia była dosyć liberalna. Jak zdawało mi się, ona walczyła o szczęśliwą przyszłość naszego kraju. Jednak po czasie stało się dla mnie oczywiste, że to nie tak."

Do czasu wyjazdu do Polski Władysław uczył się na 3. roku Homelskiego Uniwersytetu Transportu. Uczestnictwo w akcjach opozycji zaczęło odbijać się na postępach w studiach. Czasu na naukę po prostu nie starczało.

"Ja... dowiedziałem się, że jest taki program... prowadzony przez rząd Polski, nazywa się program im. Konstantego Kalinowskiego. Postanowiłem kształcić się za granicą, szukałem lepszego życia - można powiedzieć, myślałem, że uda mi się nauczyć kilku języków obcych, że otrzymam doskonałe wykształcenie, że nie będzie to w żaden sposób związane z polityką. I po prostu potem wrócę na Białoruś i wniosę coś dobrego dla mojego kraju, że tak powiem."

Latem zeszłego roku Władysław zaczął wybierać się w drogę. Żeby zostać uczestnikiem Programu Kalinowskiego potrzebna była ankieta, fotografie i dwie rekomendacje od starszych towarzyszy o represjach politycznych.

"Otrzymałem rekomendację od sztabu Zjednoczonej Partii Obywatelskiej, Golińskiego, a także od mojego - powiem oględnie - znajomego, Andrieja Gnatowa z biura Majdan International w Kijowie. To organizacja, która zajmuje się problemami tak zwanej "demokratyzacji Białorusi"."

Zebrać niezbędne dokumenty było nietrudno. W partyjnych biurach rekomendacje pisano hurtem dla wszystkich chętnych. Wśród "kalinowców" znaliźli się też ci, których rodzice zapłacili kuratorom programu 1000 dolarów za wysłanie ich dzieci za granicę. Pojawiali się młodzi ludzie, którzy za 350 dolarów kupili lewe dokumenty. Według słów Władysława, takich w programie Kalinowskiego jest 60 procent, a może i więcej.

"Wkrótce zrozumiałem, że do programu brano w zasadzie wszystkich. Wystarczyła pewna smykałka, troszkę rozumu i w zasadzie każdy mógł zostać wzięty. Pójść na plac, przypiąć sobie znaczek "Za swabodu" i już jesteś w programie Kalinowskiego - białoruski rewolucjonista. Oczywiście mnie bardzo zdziwiło, że w programie biorą udział w większości dzieci opozycji. Okazało się, że zorganizowali ten program tylko sami dla siebie. To znaczy sami opozycjoniści organizujący program nabrali swoich dzieci, krewnych, kogo tylko można było, kto podchodził wiekowo... i kto zechciał uczyć się w Polsce."

Władysław porzucił homelski uniwersytet. Obiecano mu, że w Polsce czeka na niego 400 dolarów stypendium, akademik, europejskie wykształcenie i szerokie perspektywy.

"Pojechałem do Mińska, do sztabu, oddałem moje rekomendacje, wypełniłem te ankiety, odbyłem rozmowę kwalifikacyjną i zostałem przyjęty do programu. Potrzebowałem wyrobić paszport na wszystkie kraje świata. Przyjechałem tam już ze wszystkimi rzeczami, bo czas naglił, do biura programu do Mińska i tam w kilka godzin wyrobiono mi polską wizę."

Z przybyciem Władysława - jak i wielu innych Białorusinów - do Polski zaczęły się nieprzyjemności. Uczestników programu rozlokowano po akademikach ledwie nadających się do zamieszkania. Мiędzy sobą studenci nazywali je [?], choć musieli na nie wydać ćwierć stypendium. Dla niektórych "Kalinowców" nie starczyło miejsc i rozlokowano ich po wynajętych mieszkaniach. Inni znaleźli się wprost na ulicy i byli zmuszeni nocować na dworcu.

"Zaczniesz protestować - zostaniesz wykluczony z programu. Powiesz słowo przeciw - i już nie jesteś studentem i uczestnikiem programu."

Władysławowi dostał się akademik z odrapanymi ścianami, pokój podobny do [?], łózko ze sprężynami sterczącymi z materaca. Wielu towarzyszy niedoli marzących o europejskim wykształceniu wkrótce nie wytrzymało i wróciło do domu. Pozostałych oczekiwały nowe nieprzyjemności: Przydziały. Niektórych skierowano do trzeciorzędnych uczelni na prowincji, niektórym zamiast na obiecanych studiów humanistycznych dostały się średnio specjalne kierunki techniczne. Samo nauczanie miało mało wspólnego z wyższym wykształceniem.

"Gdy spotkałem się niedawno z dyrektorem programu Janem Malickim, on mi wprost powiedział, że trzeba jakoś odpracować pieniądze. Trzeba było chodzić na akcje, zajmować się... polityką i rzecz oczywista w ten sposób należało odpracować swoje pieniądze. Pikietować ambasady, przychodzić na akcje solidarności, na jakieś przedsięwzięcia... Władze cały czas tu dają pozwolenia na takie mityngi [ ;-) ]. Wszystkie demonstracje ochrania policja. Organizacją tych wszystkich mityngów zajmują się, konkretnie, polskie organizacje pozarządowe, które otrzymują pieniądze od ministerstwa spraw zagranicznych. Rozdają plakaty, ulotki studentom, flagi, mówią studentom, jak mają ustawiać się w szyku. Po prostu są pewni liderzy, za którymi studenci idą."

Rzadkie wykłady w przedmiotów technicznych wykładowcy zamieniają w polityczną dyskusję z jedynie słusznym wnioskiem, że na Białorusi wszystko jest źle i że należy zmienić władze. Program Kalinowskiego przygotował na ten temat szereg zajęć i doświadczoną ekipę wykładowców.

"Gdy przyszedłem do biura programu, właśnie odbywał się jakiś wywiad z jego dyrektorem. Gdy otworzyły się drzwi, zobaczyłem, że prowadzący program robił wywiad z pewnymi ludźmi, których spotkałem na białoruskich imprezach, to jest na białoruskich wieczorach, które były prowadzone dla naszych białoruskich studentów w ramach programu. Ci ludzie byli różnych narodowości: Amerykanie, Gruzini, przedstawiciele serbskiego ruch Otpor - u nich na ubraniach były znaczki serbskiego Otporu przedstawiające pięść - Ukraińcy..."

Władysławowi rzuciło się w oczy, że Kalinowiec Kalinowcowi nierówny. Wśród uczestników programu było wielu "git-ludzi": dzieci i bliskich krewnych liderów białoruskiej opozycji. W odróżnieniu od pozostałych, nie było u nich problemów materialnych i mieli swoje indywidualne programy.

"Dzieci opozycji w ogóle nie chodzą na te demonstracje, bo im to absolutnie niepotrzebne. Oni mają inne zajęcia, duża sumy pieniędzy do wydania na różne rozrywki, pójść wypić, pójść miło spędzać czas w Warszawie, połazić, żyć pełnią życia."

Warunki niemal wojskowej dyscypliny nie dotyczą krewnych liderów białoruskiej opozycji. Trzykrotne wagary z zajęć "praktycznej politinformacji" [ ! ] karany jest wykluczeniem, ale "git-ludzie" mogą sobie pozwolić na zaspanie i nawet na przyjście po pijanemu.

"Sam Milinkiewicz jest mi znany. Znane jest o nim wiele negatywnych faktów, jego niemoralne prowadzenie... [Władysław waha się i milknie. -O czym? - pytanie zza kadru] ...O tym, że on pije [Władysław znów milknie i wygląda na zażenowanego]... pali trawę ... [Władysław przewraca oczami i waży słowa] ... prowadzi się po prostu... wyzywająco."

Każdy przybywający student dostał się pod opiekę specjalnie wyznaczonego dla niego "naukowego obserwatora". Białorusini znajdują się pod nieustanną kontrolą, zobowiązani są meldować nieobecności, wśród nich kwitnie szpiegomania. Ciągły stres studenci łagodzą pijaństwem i narkotykami.

"Wciąż odchodzi taka robota, takie - można powiedzieć - ankietowanie studentów, próbują dowiedzieć się wszystkiego o człowieku, o jego życiu osobistym, o jego rodzicach, o jego przeszłości, o planach na przyszłość. O jego kontaktach, o jego związkach z organami ochrony prawa, o tym czym on żyje w danym momencie."

Rozczarowanych kształceniem za Bugiem jest bardzo wielu. Władysław jest jednym z nich. Nauka w Polsce stała się dla niego egzaminem wysiłkowym [?] - ciągano go po demonstracjach, speckursach młodego rewolucjonisty [ :-)))))))))) ], przymuszano do robienia publicznych ekshibicjonistycznych zwierzeń w prasie. Władysław zrozumiał, że go po prostu wykorzystują. Gdy zaczął odmawiać i wspominać o powrocie do domu, zaczęli na niego naciskać kierownicy programu i aktywiści organizacji pozarządowych.

"Powiedział mi, że program jest proamerykański i ty będziesz jak wszyscy inni potrzebować tych pieniędzy. I innego wyboru nie ma. Jeśli chcesz się dalej uczyć, to będziesz dalej podporządkowywać się naszym działaniom i... ty jesteś całkowicie w naszych rękach. Dalej miałem też inne spotkania z przedstawicielami organizacji Wolna Białoruś, jednak oni mi mówili to samo, że program opiera się na regulaminie, a regulamin polega na tym, że trzeba być posłusznym królikiem."

Władysław mówi, że polscy i białoruscy kuratorzy programu nie chcą wypuszczać studentów, ponieważ boją się rozgłosu. W pierwszej kolejności uderzy on w nich samych, bo pod przykrywką kształcenia Kalinowców otrzymują oni ogromne środki.

"W Polsce jest taka organizacja pozarządowa, nazywa się ona Wolna Białoruś, która zajmuje się werbowaniem białoruskich studentów uczących się w tym programie. Kogo z pracowników mogę nazwać: Kasia Kwiatkowska, Karolina Bałaszewicz, te i wielu innych - tych ludzi łączy to, że mają rodzinne koneksje np. w ministerstwie spraw zagranicznych Polski. Absolutnie, myślę że oni zarabiają takie sumy, które zwykłym białoruskim robotnikom nawet się nie śniły."

Kiedy decyzja wyjazdu ostatecznie dojrzewała, Władysławowi zaczęto grozić rękoczynami. Na końcowym etapie dołączył się do tego również były ambasador Polski na Białorusi Mariusz Maszkiewicz.

"Mimo wszystko jeszcze się wahałem, wyjechać z programu Kalinowskiego czy nie, i postanowiłem poradzić się Kasi Kwiatkowskiej. Przyszedłem do niej do domu i nieoczekiwanie dla mnie do pokoju wszedł były polski ambasador Mariusz Maszkiewicz. Powiedział mi, że mam obowiązek zostać w programie, mam obowiązek tak jak wszyscy pozostali studenci odpracować pieniądze. Powiedziałem, że nie zamierzam tego robić i że chcę wrócić na Białoruś, do swojego kraju i że nie chcę uczestniczyć w tym przedstawieniu. Wtedy Maszkiewicz powiedział, że przeze mnie już cała Warszawa jest postawiona na nogi i że jeśli wrócę na Białoruś, to przyjdzie mi się rozliczyć."

Po rozmowie z Maszkiewiczem na komórkę Władysława zaczęły sypać się smsy z groźbami. W obawie o swoje życie Michajłow zwrócił się o pomoc do białoruskiej ambasady, ażeby pomogła mu uciec do ojczyzny. Dziś Władysław jest w domu, w bezpieczeństwie. Nikomu nie radzi powtarzać jego doświadczeń.

"Na własnej skórze doświadczyłem, że program Kalinowskiego jest nie programem edukacyjnym, lecz programem w którym młodzież jest wykorzystywana przez wielkich polityków dla realizacji swoich celów. O młodzieży nikt nie myśli, ona po prostu jest przedmiotem w całej tej grze."


wtorek, 27 marca 2007
„Współpracowałem z KGB": ciąg dalszy
Tygodnik Powszechny opisuje dziwaczne zakończenie sprawy białoruskiego studenta, który po przyjeździe na stypendium do Polski przyznał się do współpracy z białoruskim KGB:

Białoruski student, który na łamach „TP" przyznał się do współpracy z KGB, wrócił do kraju i w reżimowej telewizji oskarżył polskie służby o werbowanie młodych Białorusinów.

Małgorzata Nocuń, Andrzej Brzeziecki /2007-03-26

W styczniu rozmawialiśmy z Władysławem Michajłowem, stypendystą programu im. Kalinowskiego, ufundowanego przez polski rząd dla represjonowanych Białorusinów. Michajłow przyznał się nam do współpracy z białoruskim KGB. Weryfikowaliśmy podawane przez niego informacje. Nie wszystko można było sprawdzić, ale to, co zdołaliśmy ustalić, potwierdzało jego wyznania. Zdecydowaliśmy się na publikację wywiadu. Pisaliśmy wtedy: „Możliwe są też inne motywy jego zachowania. Bierzemy je pod uwagę, pytamy również ekspertów i podejmujemy ryzyko. Zakładamy dobrą wolę naszego rozmówcy i to, że mamy do czynienia nie z funkcjonariuszem systemu, lecz jego ofiarą".

Teraz Michajłow zdecydował się wyjechać na Białoruś, a w ubiegły czwartek wystąpił w propagandowym programie telewizyjnym „Panorama". Oskarżył w nim Polaków o zmuszanie go do demonstracji pod białoruską ambasadą (by w ten sposób odpracować stypendium). Twierdził, że przyszło mu żyć w nieludzkich warunkach.

Wyjazd z Polski i wystąpienie w telewizji nie były zaskoczeniem: po publikacji wywiadu utrzymywaliśmy z Michałowem kontakt i staraliśmy się zapewnić mu bezpieczeństwo (m.in. kontaktując go z Fundacją Helsińską). Jednak wkrótce jego stan psychiczny i zachowanie zaczęły budzić nasz niepokój. Oskarżał kolegów ze stypendium o współpracę ze służbami. Twierdził, że jest śledzony przez białoruskie KGB. Dziwne zdarzenia wokół Michajłowa potwierdzali też inni. Gdy dziennikarz Radia Swaboda Aleksiej Dzikawicki umówił się z nim na rozmowę, pojawili się jacyś mężczyźni i zaczęli ich nachalnie filmować. Później Michajłow obsesyjnie informował nas o podobnych wydarzeniach. Od pewnego momentu zaczął mówić o chęci opuszczenia Polski. Zapowiadał, że zgłosi się do białoruskiej ambasady i wyjedzie w dyplomatycznym samochodzie. Twierdził, że woli współpracować z KGB niż z CIA, do czego jest zmuszany w Polsce. Jego „rewelacje", świadczące, że znajduje się w stanie psychozy, zostały zarejestrowane na dwa dni przed jego wyjazdem z Polski.

Możliwe są dwa wyjaśnienia. Pierwsze: Michajłow od początku był sterowany przez białoruskie KGB. Drugie: po przyjeździe do Polski chłopak rzeczywiście próbował zerwać współpracę, ale potem, naciskany, poddał się i dał się wykorzystać przez propagandę.

Więcej na stronie Tygodnika Powszechnego >

 
1 , 2 , 3 , 4